Kiedyś to były czasy – polityk kradł ale potrafił się wytłumaczyć!

M 3 stycznia 2018 923 Brak komentarzy

image

Kiedyś to były czasy!!                                                                                                                                                                                                                                                                3:10:18 AM

Co prawda mieliśmy tylko jedną partię i parę przybudówek, ale za to publika miała nos jak terier. Tu trzeba to trochę to opisać, bo młodsi tych czasów nie pamiętają. Dawniej wszystko było albo mogło się stać polityką. Jeśli na pewnym poziomie zostałeś w nią zamieszany lub wykonywałeś zawód, który cię w nią mieszał to miałeś też wyostrzone zmysły od dzieciństwa. Bez tego nie dało się żyć.

Szkoleni byliśmy od młodego. Zbiórki harcerskie, apele na koloniach, akademie w szkołach. Wszystko to było częścią planu. Plan ten był nazywany indoktrynacją lub socjotechniką. Gdy do podstawowych i obowiązkowych wtedy mechanizmów dochodziły jednocześnie publikatory i media to presja na młodego człowieka była przemożna. To ta ciągła presja uczyła nas, co to jest dobra władza, co to jest opozycja ( o zgrozo tak właśnie nazywano przybudówki) i co to są dywersanci obcego systemu. To czy byli dywersantami wyszło na jaw po otwarciu archiwów IPN.

Czy społeczeństwo było tak głupie czy może tak dobrze nami kierowano? I jedno i drugie. Głupota nasza objawiała się tym, że uznawaliśmy komunistów, którzy chcieli coś reformować za opozycjonistów. Uznawaliśmy też prasę, która za błogosławieństwem władz pozwalała sobie na trochę więcej za powiew demokracji. Te przykłady można mnożyć. To, że kierowali nami fachowcy od socjotechniki i to dobrej klasy to też fakt. Byliśmy indoktrynowani i sami nie wiedząc o tym indoktrynowaliśmy.

Ja? Indoktrynowałem??? Na pewno teraz wiele osób się oburza. Oczywiście, że tak. Weźmy chociażby pierwszy przykład z brzegu. Udział w pochodach na 1 maja. Przecież to my stanowiliśmy tą uśmiechniętą i rozbawioną masę, która później w przekazie telewizyjnym była przykładem poparcia i jedności. To my biorąc udział w nasiadówkach i akademiach swoim aplauzem dawaliśmy władzy mandat na rządzenie. To my używaliśmy języka rodem z partyjnych nasiadówek, bo tylko tak dało się coś załatwić. Od nas uczyli się inni a nad tym wszystkim czuwali specjaliści. Ludzie, którzy potrafili imprezę zorganizować o właściwej porze, odpowiednio stopniować napięcie, ustawić kolejność głosowań a na koniec puścić relację w obieg tak by, co nudniejsze elementy przykryć czymś innym. Gdyby za tym wszystkim szła kasa to zaryzykuje twierdzenie, że by tak kręcili nami do dziś. Wykończyły ich kartki, brak towarów i nędza a nie jakaś Solidarność.

Po co to piszę? Po to by powiedzieć wam, że to samo dzieje się teraz. Zmieniły się hasła a maszyna działa nadal według tego samego schematu i wszystko byłoby dobrze, ale wykonawcy są do bani.

Advertisements

Mamy, co prawda polityków a oni mają swoich speców od wizerunku, ale to nie ta klasa. Dowody – proszę bardzo. SLD, które spuściznę po manipulatorstwie i socjotechnice poprzedniego okresu przejęło w całości ślizga się świetnie po meandrach naszej polityki. Za same przewałki w 3 RP powinni byli zostać wymazani z kart historii gumką myszką nie mówiąc już o tym, co robili wcześniej. A jednak jak jojo pojawiają się znowu w sondażach i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że zobaczymy ich w sejmie za dwa lata. Nie dość na tym. Na dodatek zasilili swoimi ludźmi wszystkie formacje, które cokolwiek znaczą. Ale zostawmy starych komunistów w spokoju. Oni są jak rak w ostatnim stadium. Albo wykończą organizm albo będą przeżuty.

Zainteresujmy się lepiej misiami, które funkcjonują w naszym sejmie. Zacznijmy od PiS, bo jest największe. Oni się uczą i są na dorobku. Trzeba przyznać, że to jedna z niewielu formacji, która wyciągnęła jakieś wnioski z poprzedniego okresu bycia przy korycie. Po pierwsze na samym początku spacyfikowali w udany sposób media publiczne, co dało im bezpośredni kanał propagandowy. Teraz mogą polemizować z innymi na tym samym poziomie.  TVP stało się adgitką jak to trafnie zauważa opozycja. Ta sama opozycja nie zauważa jednak, że sami używają, jako tak samo chamskiej agitki TVN i Polsat nie mówiąc już o gazetce wiewiórczej. Pis wyciągnął też inne wnioski. Nie wdaje się tak często jak poprzednio w prostackie przebijanki z opozycją. Pozują na tych merytorycznych, choć często pod wygładzonym przekazem pojawia się „pieprzenie w bambus”. Na pierwszą linię wystawiono ludzi z przyzwoitą prezencją i względnie bogatym zasobem słów. Cóż, z tego kiedy marszałkowie sejmu mają dalej tendencję do prowadzenia obrad na modłę zbiórki pionierskiej a audycie w TVP i TV Republika nawet nie leżą w pobliżu czegoś, co można by nazwać obiektywizmem dziennikarskim.

Drugą, co do wielkości formacją jest PO. Tu sytuacja jest zgoła inna. Po absolutnym panowaniu przez 8 lat formacja ta zatraciła podstawowy instynkt samozachowawczy. Nadal dysponują wiernym aktywem w TVN i Polsat gdzie mogą sprzedać każdą bzdurę, ale to ich chyba zbyt rozpieszcza. Przepraszam za stwierdzenie tak dosadne, ale po odejściu V kolumny Tuska na stanie PO zostały same niedorozwoje. Jest to zresztą zrozumiałe, ponieważ jeśli lider jest kompletnym baranem a jego największym atrybutem jest umiejętność wycinania własnych ludzi to reszta równa do tego poziomu. Jest to szczególnie zauważalne w programach publicystycznych. Jeśli jest kryzys to pojawia się Adam Szejnfeld – ostatni, który potrafi coś z sensem powiedzieć. Katastrofalne zaś skutki ma wpuszczenie do studia Róży Marii Barbary Gräfiny von Thun und Hohenstein, która prezentuje urodę i lotność argumentacji walca drogowego. O młodym pokoleniu, do którego zaliczany jest Michał Szczerba, Borys Budka, Sławomir Nitras czy Agnieszka Pomaska lepiej się nie wypowiadać. Zresztą, jeśli się ma tak potężny mechanizm jak TVN i gazetę wiewiórczą i nie umie się tego wykorzystać to o czymś świadczy. Na obronę PO można tylko dodać, że jej reprezentanci są w szczególnie trudnej sytuacji. Jeśli program partii składa się z jednego hasła „zniszczyć PiS” to trudno sklecić z tego jakąś sensowną wypowiedź.

Na 3 miejscu plasuje się obecnie Kukiz15. Ta grupa miała na początku największe szanse i dlatego rzadko była zapraszana do jakichkolwiek mediów. Mają dość nośne hasła, które niestety nie są przekute w program. Blok był budowany na zasadzie „dla każdego coś miłego”, czyli z wielu małych ugrupowań. Niestety tak różnorodne towarzystwo ciężko było utrzymać razem stosując stare hasło Owsiaka „róbta, co chceta”. Zaczęły się odejścia a co gorsza odchodzili ludzie, którzy mieli jakiś profil medialny. Wyleciał stary Morawiecki, który był jednak legendą „Solidarności Walczącej”. Obecnie starszemu panu uderzyła sodówka do głowy i sprawia wrażenie, że sprawy państwowe omawia między grochówką i schabowym przy rodzinnym stole. Później odszedł Liroy-Marzec, bo podobno miał fatalne kontakty, Andruszkiewicz, –bo za dużo gadał. Teraz nie wstyd pokazać Piotra Apela, Elżbietę Borowską, – choć ona jeszcze trochę się gubi, Jerzego Jachnika, który potrafi kilkoma celnymi zdaniami dojść do sedna, klasą dla siebie jest Marek Jakubiak i Tomasz Rzymkowski – dwóch gladiatorów, których nie jest wstyd pokazać tak w mediach jak i w sejmie. Sam Kukiz w ostatnich miesiącach prezentuje się z doskoku głównie wylewając żółć na innych. Powoli zaczyna przypominać primadonnę w wieku emerytalnym. Jacek Wilk powinien wrócić do Korwina, bo tam bardziej pasuje a o panu Tyszce wolałbym się nie wypowiadać. Reszta to średnia sejmowa.

Advertisements

Na czwartym miejscu plasuje się nasza ulubiona nowoczesność. Przykro to pisać, ale większego zbioru plastikowych buraków nie znajdzie się w parlamentach innych krajów. Jest formacja, której największą zaletą jest dostarczanie nam rozrywki. Przynajmniej tak było do tej pory. Teraz pod kierownictwem Kasi i jej myszki pewnie i ten argument przepadnie.

PSL to ostatnia z tych większych formacji. Zasadniczo na manipulacji i socjotechnice powinni znać się równie dobrze jak SLD, bo tradycje kolaboracji z komunistami mają długie. Niestety jest to najnudniejsze ugrupowanie w sejmie bazujące tylko na tym by podłączyć się do kogoś i tym sposobem obronić KRUS a co za tym idzie swój elektorat.

Podsumowując muszę z bardzo dużą przykrością stwierdzić, że po niemal 30 latach nadal partie polityczne starają się uprawiać na nas manipulacje i socjotechnikę tylko, że to im kiepsko wychodzi. Wychodzi im kiepsko, bo grają z nami w klasycznego ping-ponga strasząc nas katastrofą rządów lub dojściem do władzy przeciwników. Duże partie dysponują swoimi medialnymi odpowiednikami, których nawet we właściwy sposób nie potrafią wykorzystać. Żeby skutecznie manipulować ludźmi trzeba mieć program, ale nasze partie albo tego programu w ogóle nie mają albo zarżnęły go od jakiejś zagranicznej fundacji lub starają się go trwożyć w desperackiej próbie nadążenia za rzeczywistością.

Przykro to stwierdzić, ale w tym wypadku komuna była efektywniejsza. Ja czasami mam wrażenie, że w zakłamaniu osiągnęliśmy szczyty zaś w wykształceniu kadr znajdujemy się w depresji.

Advertisements
Advertisements

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + 5 =